Witam w 2012 roku. Nowy rok, nowe decyzje, zmiany... Czy na lepsze? Nie wiem, może trochę, a może wcale. Dopiero dziś zebrałam sie jakoś do napisania posta, końcówka roku i początek nowego były raczej przygnębiające dla mnie i nie byłam w nastroju do pisania, poza tym nie chciałam o tym wspominać w dniu kiedy wszyscy powinni sie bawić i być w wyśmienitych nastrojach. Teraz już przetrawiłam moje doły, więc lżej mi o tym pisać. Podjęłam decyzję o zawieszeniu mojej działalności, na razie zawiesiłam, ale za jakiś czas na pewno zamknę definitywnie. Nie udało mi się utrzymać mojej wymarzonej pracowni i sklepu z moimi wytworami. Nie szło od początku, pierwszy rok w plecy, bo ciagle szpital, a jak nie szpital, to leżenie w domu, potem niby lepiej, ale też bez rewelacji. Przyszedł czas na podsumowania, pierwsze co przychodzi do głowy i dręczy najbardziej,to zwątpienie w to co się robi, że może nie jest to wystarczająco ładne czy atrakcyjne dla kupujących... Z drugiej strony, coś tam w galeriach internetowych się sprzedaje, więc może nie jest tak źle. Nie wiem :( Inna sprawa, ile można zdziałać mając jedną głowe i dwie ręce,a na głowie tyle spraw, wykonanie na przykład jednego aniołka to kupę roboty- wycięcie, oszlifowanie, pomalowanie kilka razy, oszlifowanie ponowne, bo tylko wtedy jest gładko, posklejanie, zrobienie zdjęć, obróbka zdjeć, wstawienie do sklepu, opisanie... A oprócz tego na głowie dom, dwoje dzieci, w tym jedno roczne, które wchodzi i wspina sie wszędzie gdzie tylko da radę i na minutę z oka spuścić nie wolno. To nie wszystko, bo część prac wykończeniowych w mieszkaniu, jak choćby malowanie ścian wzięłam na siebie, bo Marcin dużo pracuje i najzwyczajniej w świecie po pracy nie ma już kiedy tego robić. A ja już dłużej w remoncie mieszkać nie mogłam.
Może nawał obowiazków i okoliczności przyczyniły się do niepowodzenia, a może po prostu dupa ze mnie nie przedsiębiorca.. A może wszystko razem :(
Wiem jedno, teraz jeśli coś sprzedam, to chociaż tych parę groszy zostanie mi w domu, bo jak dotąd robiłam tylko na Zakład Utylizacji Szmalu.
Nie ukrywam, że szkoda mi było zamknąć sklep, produkty były o wiele tańsze niz w galeriach internetowych, które maja sporą marżę, ale teraz pozostały mi tylko galerie, ewentualnie blog sklepowy.
Nie będę Was więcej zamęczać tym tematem , mnie też już przechodzi :) Na razie nie robię nic, nawet nie wchodzę do pracowni, bawię sie z dziećmi bez
poczucia, że muszę coś robić w pracowni. NIC NIE MUSZĘ. Za to chętnie w wolnych chwilach wracam do pasteli. Moja galeria stworzona na The Owl Pages zmotywowała mnie w tym kierunku. Finansowych korzyści z tego nie mam, ale satysfakcja, że się tam znalazłam jest znacznie większa
:)
Tak byle jak byłoby bez zdjęcia, więc pokażę aniołeczka, którego zrobiłam już dawno, ale nawet nie zdążył trafić do sklepu.
Taki marynarzyk :)
Pozdrawiam serdecznie i dużo optymizmu na 2012 Wam i sobie życzę:)
Marta


4 komentarze:
Wiesz aż przejmująco smutno i zal robi sie na sercu czytając te słowa.Wyobrażam sobie Twój smutek i żal.To nie jest tak jak mowisz że robisz coś nie tak .Teraz trudno jest sprzedac cokolwiek.Niby kazdy chwali ale na tym sie konczy.Szlag trafia...człowieka ..Przeszłam podobnie a Zus trzeba płacic co miesiąc..Realizuj sie poprzez rysunek i życzę ci bys natrafiła jeszcze na żródło zbytu.Tymczasem ściskam i ciumam-aga
Dzięki Aga:) Wiesz jak ważne jest wsparcie w takim nie najłatwiejszym czasie, jak kilka słów może dodać otuchy i jestem Ci za nie ogromnie wdzięczna.
Chociaż Ty jedna...
Jeżeli chodzi moje pastele, to robię to wyłącznie dla siebie, raczej nie planuję sprzedaży, jestem amatorką zupełną w tej dziedzinie, poza tym maluję głównie sowy, a ta tematyka jakoś u nas nie jest popularna, dla większości sowa to jednak tylko gadżet, motyw. Mnie te ptaki naprawdę interesują, mam tu w okolicy kilka zlokalizowanych osobników różnych gatunków sów. Tak właściwie to zainteresowania przyrodnicze spowodowały, że zaczęłam je malować:)
Od mojego tworzenia, wycinania , malowania też nie potrafiłabym się zupełnie odciąć, mam mnóstwo pomysłów i będę je realizować. Moje prace będą jednak dostępne tylko w galeriach internetowych z którymi współpracuję, po prostu nie będę miała swojego sklepu :( Strasznie mi tego żal, ale trudno.Nie będę pracować tylko po to żeby zapłacić zus. Mnie z mojej pracy też się w końcu coś należy, dlatego zmieniam stosunek do tego co robię, jest to wyłącznie zajęcie dodatkowe, co zarobię, to moje :P
Pozdrawiam serdecznie i jeszcze raz dzięki za słowa otuchy:)
Buziaki:*
Ach, wielka szkoda. Ale rzeczywistość potrafi zabić zapał. Wiem coś o tym, ale sama jeszcze działalności nie założyłam. Jednak jak sprzedaż własnych prac jest marna- nie wiem czemu się tak dzieje ale "u mnie" w Zielonej Górze to zawsze kiepsko, kiepsko! Jednak się nie zniechęcam, chociaż skrzydeł mi to nie dodaje- nie powiem- to ide dalej.
Co za chory kraj, że chcesz na legalu, z własna firmą, a niestety pracujesz praktycznie dla ZUSu, z którego i tak nic nie masz, bo do lekarzy prywatnie się chodzi a o emeryturze nie ma co nawet myśleć...
Ale przepraszam, miałam Cię rozweselić, a też mi się jakoś przykro zrobiło.
Jedno Ci powiem, teraz sowy wchodzą na salony, więc moze, moze??
Powodzenia!
szkoda, współczuję, że się nie udało... Dobre strony są takie, że będziesz miała więcej czasu dla siebie i dla dzieci, więcej spokoju, a pieniędzy nie żałuj skoro i tak szły tylko na zus. A może kiedyś coś się zmieni i odwiesisz?
Pozdrawiam serdecznie i cieszę się, że tu do Ciebie trafiłam, bo choć sowy mnie jakoś nie kręcą, o aniołki Twoje wciąż zachwycają (i mam nadzieję, że się w końcu do Ciebie kiedyś w tej sprawie odezwę!)
Prześlij komentarz