piątek, 31 sierpnia 2012

Nareszcie jakaś sowa...

A dziś zupełnie niemarynistycznie :)
Nie, żebym zaprzestała marynistycznych klimatów, bo cały czas realizuję zamówienia dla małych marynarzy, ale na chwilę trzeba i od tego się oderwać.
Nareszcie jakaś sowa. Zrobiłam ją na prezent urodzinowy dla chrześnicy mojego męża, sowa jest dosyć duża, ma 35 cm wzrostu.
Gaia była zadowolona z prezentu i sowa już wisi sobie u niej w pokoju.
 
 

 
 
Na pokazanie czeka jeszcze całe stadko mniejszych, kolorowych sówek. Już pomalowane, już prawie gotowe, prawie, prawie...
Niedługo pokażę.
 
Pozdrawiam
Marta
 
 

11 komentarzy:

  1. No wreszcie sowa:) W dodatku jaka piękna:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak to na dziuplę przystało .... śliczna jest, kolorki takie energetyczne :)
    Miłego wieczoru :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nareszcie Sowa i to jaka Sowa... Piękna jest po prostu ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. sowa jest swietna!!Podobaja mi sie Twoje wytworki!
    Serdecznie pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Słodka jest i ten hipnotyzujący wzrok! hihi. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Dziekuję Wam za miłe słowa. Ciesze się bardzo, że sowisko moje przypadło Wam do gustu :)))))

    OdpowiedzUsuń